Nawiedzony dom
- Tu nie wolno robić zdjęć - mężczyzna w czarnym uniformie oznajmił donośnie wychodzącąc przed drzwi budynku.
Stałem na ulicy robiąc zdjęcia budynku z czerwonej cegły, w małej bocznej uliczce równoległej do Leith Walk. Odpowiedziałem chyba coś w stylu że robię tylko ogólne ujęcie z ulicy, budynek wydał mi się interesujący .
- To jest prywatny budynek i jest zakaz jego fotografowania - ochroniarz , lekko "przy kości" facet w wieku około 50 lat, stał teraz na ulicy i kontynuował ;
- Nie mogę pozwolić ci fotografować , mój szef mógłby zobaczyc - zaczął lekko usprawiedliwiać swoje działanie - ale jak przyjdziesz póżniej to nie ma problemu. Chodż zerknąć do środka .
W środku zobaczyłem duży dziedziniec, i strażnik obiektu stał się rozmowny.
- Ten budynek został wykupiony przez prywatną firmę i będzie wyburzony , będzie zbudowany nowy budynek mieszkalny - wyraziłem żal że taki ładny budynek przestanie istnieć.
- To była kiedyś przed laty zajezdnia tramwajowa ( stary system tramwajowy nie istnieje od dobrych kilkudziesięciu lat) - mężczyzna kontynynuował - a jeszcze znacznie wcześniej na gruncie obecnego budynku istniał tu cmentarz dla zakonników. Przyjeżdżają tu teraz różni poszukiwacze i łowcy duchów.
Skonkludowałem, że ci poszukiwacze zjawisk nadprzyrodzonych przyjeżdżją tu w związku z duchami tych zakonników, których miejsce spoczynku zostało sprofanowane.
- Przyjeżdżają tu też ludzie robić nagie zdjęcia w środku , szczególnie z Niemiec .
- Dlaczego akurat Niemcy ? - byłem ciekaw.
- Nie wiem , ale właśnie z tamtąd.
Pomyslałem że będe się zbierał do wyjścia.
- Przyjdż za 40 minut, oprowadzę cie po środku i zrobisz zdjęć do woli. Mój szef wtedy wyjdzie już z pracy.
Odpowiedziałem że zobaczę, być może. Ale nie wróciłem. Być może nie chciałem mącić spokoju dusz zakonników.
Komentarze
Prześlij komentarz