Spotkałem Munro - maniaca

                             Widok z grzbietu w kierunku doliny Glen Shiel .

Gnałem wczesnym rankiem na spotkanie grupy, które miało się odbyć w Glen Shiel celem wspólnej włóczęgi po górach. W planie była eksploracja grzbietu górskiego Five Sisters (Pięć Sióstr). Przyjechałem  lekko spóżniony, o godzinie 9.10. Na parkingu spotkałem tylko Graham'a , który też dopiero dotarł. Jak się okazało, reszta uczestników z różnych powodów zrezygnowała. Graham nie przejął się tym za nic, miał plan który przedstawił zresztą wcześniej na forum internetowym . Otóż zaproponował on przejście całego pasma, które biegło równolegle do wspomnianego już grzbietu Pięciu Sióstr. W efekcie - przejście pasma po południowej stronie Glen Shiel, wchodząc po drodze na 7 "Munrosów".
Tutaj należy wyjaśnić znaczenie terminu "Munro". Jest to każda góra w Szkocji o wysokości przynajmniej 3000 stóp n.p.m. (914 m). W Szkocji jest 282 takich wyodrębnionych szczytów , najwyższy z nich Ben Nevis liczy ponad 4400 stóp (1346m). Nazwa pochodzi od Sir Hugh T. Munro, członka Szkockiego Klubu Górskiego. Otóż w 1891 roku Sir Munro przedstawił klasyfikację szczytów górskich, które przekraczały owe 3000 stóp. Sam inicjator wszedł w ramach projektu na prawie wszystkie z tych wzniesień górskich, sprawdzając ich wysokość za pomocą barometru. Idea została  spopularyzowana w latach 80-tych ubiegłego wieku, wtedy ukuto termin "Munro Bagging", czyli zdobywanie (zaliczanie) szczytów sklasyfikowanych jako "Munro". Obecnie jest dość szerokie grono ludzi w Szkocji, których ambicją jest wejście na wszystkie Munrosy. Na stronie internetowej Walking Highlands można się zarejestrować, by prowadzić oficjalny rejestr zdobytych szkockich " 3- tysięczników".

Do grona tych ludzi należał właśnie Graham. W chwili kiedy go spotkałem, miał na koncie chyba jakieś 150 szczytów. Przejście które zaplanował było nie lada gratką, ponieważ za jednym zamachem powiekszał liczbę zdobyczy o kolejne 7 "oczek". Był nawet zadowolony z faktu, że nie idziemy w większej grupie, gdyż była szansa na szybsze pokonanie trasy i wcześniejszy powrót do domu, w jego wypadku do Glasgow.


Na samym poczatku trasy spotkaliśmy dwóch mężczyzn, którzy chcieli dołączyć aby wędrować rażniej  w wiekszej grupie. Byli już w okolicy kilka dni i opowiadali dużo o dotychczasowych doświadczeniach. W pewnym momencie Graham, który wiedział dobrze jak podążać, zdecydował że przechodzimy przez płotek i idziemy stromą scieżką w górę. Nasi tymczasowi kompani nie zdecydowali się na taki wariant i poszli dalej szerokim traktem.
Jak wyjaśnił mi po chwili Graham, w ten sposób chciał się pozbyć przypadkowych wędrowców, jako że byli zbyt wolni i rozgadani. Spowalniali by tylko tempo. Jak się okazało, mój towarzysz był zaprawiony w górskich wędrówkach, chociaz po górach chodził stosunkowo niedługo. Pracując jako budowlaniec przemierzał wiele kilometrów w miejscu pracy, co było dobrym fizycznym przygotowaniem. Miał nawet elektroniczny gadżet, który wskazywał oprócz innych rzeczy wysokość nad poziomem morza. O ile idąc pod górę szłem przed nim, to na wypłaszczeniach Graham mnie wyprzedzał, w ostatnim etapie przy zejsciu nawet idąc 100 metrów z przodu lub ginął mi nawet z oczu. Zatrzymywaliśmy się na dłuższe przerwy jedynie na wierzchołkach . Całe przejście zajęło chyba z 8 godzin , po czym rozjechaliśmy się osobno. To był piekny dzień w górach, mnie jednak czegoś brakowało; za mało było czasu żeby delektować się otaczającym krajobrazem. Idea zdobywania kolejnych wierzchołków w sportowy sposób nie przyciąga mnie. Pomimo że Graham sugerował wspólny wypad w góry w przyszłości,  nigdy do tego nie doszło. "Munro bagging" zostawiam dla innych. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skok żołnierza i bitwa o Killiecrankie

"Las deszczowy" w Szkocji ?

Wyprawa do Tarf Hotel