Inwersja
To był słoneczny i przejrzysty dzień, doskonały na wycieczkę w góry. Już od samego rana ze zboczy gór ponad Glen Shee mogłem widzieć doskonale odległe rejony. Na nizinach w kierunku południowo- zachodnim stała mgła, warstwa mleka przylegająca nisko nad gruntem. To było daleko, gdzieś poza Perth, jakieś dobre kilkadziesiąt kilometrów od gór. Przez kolejne godziny ta nisko stojąca warstwa mgieł, chmury jakby, przesuwała się na północ, pełzając nisko. Powoli i systematycznie rozszerzając zasięg. Po południu biała wata dotarła do podnóża gór, leniwie wypełniając doliny i ślamazarnie pnąc się pod górę. Morze gór zaczęło wypełniać się morzem skondensowanej pary wodnej. Schodziłem w dół i właściwie czekałem, aż ten puszysty, biały dywan dotrze bliżej. Wyciągnąłem aparat, nie śpiesząc się i kalibrując zrobiłem dwa zdjęcia. Trzecie zdjęcie było ostatnim jakie zrobiłem. Napierająca mgła nagle przyspieszyła, a może tak mi się wydawało, gdyż ona poruszała się pewnie cały czas swoim tempem, trudnym do ocenienia wcześniej z dalszej ogległości. Zerwałem się na równe nogi i zacząłem szybko schodzić w dół, jednak nie miałem dużo szans. Pierwsze opary mgły dotarły do mnie w ciągu pięciu minut chyba, i cała ta wilgotna biaława masa przesunęła się nademną z prędkością nadjeżdżającego pociągu. Wkrótce poruszałem się otoczony białawą substancją, widząc na nie więcej niż 10 metrów do przodu. Słoneczny i ciepły dzień zamienił się w szarawy półmrok, zrobiło się chłodno. Szczęśliwie podążałem w dół wzdłuż trawiastego grzbietu , więc nie mogłem zboczyć w złym kierunku. Znalawszy się niżej, słyszałem momentami odgłos aut podążających szosą (której nie mogłem widzieć), więc wiedziałem że jakoś znajdę parking.
Szczyt legendarnej Góry Olimp miał zawsze skrywać się w chmurach, gdzie mieszkali nieśmiertelni Bogowie. Mglista aura króluje lub pojawia się znienacka w wyższych partiach gór, ograniczając widoki śmiałkom wdrapującym się w domeny Bogów i często sprowadzając na manowce tych, którzy chcą wydrzeć boskie tajemnice. A tym razem zwodliwa, biała zasłona chmur przyszła podstępnie z krain zaludnionych przez śmiertelników.
Komentarze
Prześlij komentarz