Wojna wiewiórek
Wg. teorii Darwina w przyrodzie trwa wojna gatunków, i jednostek , te lepiej przystosowane triumfują. Człowiek jako gatunek, który zapanował (lub nam się tak zdaje) nad całym swiatem natury, rozdaje pozornie karty. Powszechnie wiadome jest, że introdukowane gatunki zwierząt zaburzają panujący balans środowiska naturalnego. W Stanach Zjednoczonych wydaje się rocznie 177 miliardów dolarów na walkę z gatunkami inwazyjnymi. Przykładowo, odłowy i budowa barier wodnych mające na celu powstrzymać karpia azjatyckiego przed dotarciem korytarzami wodnymi do Jeziora Michigan kosztuje 7 miliardów. Ten gatunek azjatyckiej ryby, poczatkowo wprowadzony dla pozbycia się rozrastających się koloni glonów wodnych, zabiera przestrzeń i wypiera inne gatunki ryb. Pochopne przedsięwzięcia uderzają jak rykoszet.
W Szkocji klasycznym przykładem konfliktu międzygatunkowego są wiewiórki. Na Wyspach Brytyjskich wiewiórka szara jest wszędzie bardzo popularna. Nie jest to gatunek płochliwy, tego wszędobylskiego ssaka można spotkać wszędzie, od terenów leśnych po miejskie parki i przydomowe ogródki. Nie wszyscy jednak wiedzą, że jest to jednak gatunek inwazyjny.
Wiewiórka szara jest gatunkiem pochodzącym z Ameryki Północnej, który w ciągu XX wieku rozsprzetrzenił się masowo w Wielkiej Brytanii. Amerykańska wiewiórka jest bardzo agresywna, w każdym razie wobec innych gatunków wiewiórek. Niestety, rodzimy gatunek europejskiej wiewiórki rudej odczuł to na własnej skórze (bądż też sierści). Wiewiórki szare zasiedlając nowe tereny wyeliminowały swojego europejskiego odpowiednika, po prostu zagryzając bezlitośnie rywali na każdym kroku. Można to uznać za eliminację konkurencji. W Szkocji rude futrzaki pozostały głównie w rejonach górskich na północy i w pasie południowych wyżyn przy granicy z Anglią. Natomiast w tzw. "Pasie Centralnym" Szkocji, wiewiórka europejska została wyparta już kompletnie. Ale w północne rejony jeszcze inwazja szarych "pobratymców" nie dotarła. To znaczy dopiero zbliżają się straże przednie armii inwazyjnej .
Nieduże miasteczko wypoczynkowe Pitlochry, będące bramą do Gór Grampian, zdaje się być na linii frontu. Tutaj można już spotkać wiewiórki rude śmigające między gałęziami lub przebiegające drogę, na razie jeszcze beztrosko. Ale forpoczty wroga już się zbliżają.
Na przystanku autobusowym w centrum Pitlochry można więc znależć kolorowy plakat, zachęcający mieszkańców do wysiłków w celu zachowania rodzimych wiewiórek w Szkocji. Organizacja pod rządowym patronatem, "Zachować Szkockie Wiewiórki" , zbiera informacje na temat obecności i lokalizacji zaobserwowanych przedstawicieli obydwu gatunków wiewiórek. Z pomocą wolontariuszy organizacja stara się o przywrócenie "rudzielców" tam, gdzie znikły. Oby z powodzeniem. Zawsze to miło zobaczyć swojsko wyglądającą wiewiórkę rudą.
Znak na obrzeżach Pitlochry, zalecający kierowcom zwolnienie pojazdu ze wzgledu na obecność w okolicy wiewiórek rudych.
Komentarze
Prześlij komentarz